RSS
niedziela, 10 października 2010
Cenię sobie komfort i wygodę...

...wybieram MZK! Nawiązując do wątku miejskiej komunikacji nie sposób nie spojrzeć na niego przez pryzmat zbliżającej się zimy. Wszyscy wiemy co oznacza zima dla MZK - tłumy ludzi ściśniętych niczym sardynki w puszce w starych autobusach z telepiącymi szybami. Nie o ilości, a o jakości autobusowej gawiedzi chcę tu dziś jednak pisać. Otóż chciałbym zaproponować ogólnopolską akcję "JEDZIESZ? NIE JEDŹ!", czyli czystym inaczej wstęp wzbroniony. Od kilkunastu lat podróżuję autobusami i czasami jazda zapiera mi dech... dosłownie. Odnoszę bowiem wrażenie, że wraz ze śniegiem, spada na mnie ludzki odór. Ja rozumiem, można się spocić bo na dworze zimno, a w autobusie tłok i gorąc, ale na miłość boską, po to jest mydło by go używać! Jak tak czasem wsiądę do autobusu pośród zapachu wędzonej Krakowskiej i zdechłego kota to mam ochotę wysiąść i iść na piechotę... Niedawno jak usiadłem między paniami o zapachu piernika (i wierzcie mi, nie był to zapach Świąt) i starego jaja, myślałem, że nie wytrzymam i obsypię je miętówkami!

Wydawać by się mogło, że największe pretensje można mieć do kierowców (tu akurat się zgadzam, bo to oni odpowiadają za klientelę wpuszczaną do autobusu) oraz bezdomnych lub tzw. żulerni, czyli tych co nie mają na nic, a na wino znajdą zawsze. Nic z tego - ja najbardziej cierpię, gdy siądę koło ludzi, którzy zaniedbują swoją higienę, bo im się po prostu nie chce o nią zadbać... Sami pomyślcie - menel spod budki nie ma szans się umyć, bo jedynym płynem z jakim ma do czynienia jest wino lub wóda kategorii D. Nie twierdzę, że jazda z nim w autobusie to frajda, ale umówmy się - co on ma zrobić? Co do reszty cywilizowanego świata - no nie powiecie mi, że jedna z drugą "ciocia Klocia" nie może wleźć pod prysznic i się wykąpać. Nie tak dawno byłem świadkiem smutnej sytuacji - tłok w autobusie i brudny bezdomniak siedzący na podwójnym miejscu. I co? Usiadł pod oknem, odstąpił drugie miejsce z nieśmiałym uśmiechem, lecz nikt obok niego nie usiadł, bo najzwyczajnie w świecie śmierdział... I było mi go po prostu żal. A te inne stare krowy (przepraszam, ale ktoś kto wali oborą musi być z obory), siedzą, śmierdzą i jeszcze bezczelnie nadyszą na Ciebie bo im widok zasłaniasz!

Nie jestem fanem meneli w autobusach, ale gdybym miał wybierać, to wolę ludzi brudnych z musu, a nie z upodobania - no takich to bym nie wpuścił nawet z biletem! Tak czy inaczej apeluję: Człowieku śmierdzący - odpuść sobie autobus i nie śmierdź innym!

poniedziałek, 04 października 2010
Polacy są narodem świętych...

Tak, tak, nie inaczej - Polacy są święci! Z pewnością nie wszyscy, jednak spokojnie zaryzykuję tezę, iż połowa z nas już załatwiła sobie aureolę. Nie mówię tu o Janie Pawle II, którego mimo swojej własnej, okrojonej religijności, uważam za świętego w innej płaszczyźnie, ani też o starszych paniach walczących w "chrześcijańskim amoku" o pozostawienie Krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Mówię o... nas samych. Polakach pokolenia P - Polski Pełnej Problemów.

Olśnienia doznałem w autobusie - o ironio, miejscu, gdzie na każdą pojedynczą refleksję nakłada się co drugi znany światu wulgaryzm. Doszedłem do wniosku, że połowa z nas drodzy Polacy, powinna pójść do nieba w butach za sam fakt, iż do dziś nie zabiliśmy tej drugiej połowy! Boże! Przecież ten kraj to nieustanna walka! I to nie z głupotą i absurdem! Z samym sobą!

Boję się, że gdyby w Polsce wprowadzono ogólnokrajowe pozwolenie na posiadanie broni, populacja naszego kraju gwałtownie by zmalała, a co mądrzejsi trafili by za kraty za masowe morderstwa. Ileż w nas musi być samokontroli! Ileż samozaparcia, by w autobusie, w pracy, w szkole czy na spacerze w parku nie dać komuś w pysk! Moi drodzy - jesteśmy święci!

Pomyślcie sami, ile razy w autobusie nie wtrąciliście się w rozmowę, podczas której chociaż jeden z rozmówców "gwałcił" normy społecznego i intelektualnego ładu plotąc trzy po trzy? Ile razy widzieliście, jak odnowione fasady budynków zapaskudzane są "graffiti" "xxx to chu*!" ? Powiem więcej - ile razy wiedzieliście, że wasz szef to matoł bez szkoły, który wydaje bzdurne polecenie niosące za sobę więcej strat niż zysków? No właśnie... A mimo to milczymy, zaciskamy zęby robiąc swoje i wierząc, że przyjdzie czas, kiedy rozum zatriumfuje. Ja czekam już kilkanaście lat (licząc od początków świadomego istnienia w społeczeństwie), a wiem, że wielu z Was czeka już dziesiątki lat... I co? I nic...

Dlatego też twierdzę, że nasze milczenie w cierpliwości, opanowanie, ustępowanie głupszemu i nadstawianie drugiego policzka już dziś ustawia nas w kolejce po niebiańskie szaty dla świętych. Ogarnia mnie jednak czasem strach, że któregoś dnia, może nawet już jutro, kolejny święty pęknie i uwolni to co wzbiera w nim od tygodni, miesięcy lub lat. Boję się, że ktoś kupi karabin i pójdzie "w miasto" usuwając głupotę niczym chwasty z idealnie przystrzyżonego trawnika. Boję się, że to będzie jeden z nas - ludzi cierpiących w czasach P...

środa, 22 września 2010
Witam...

Kiedyś wydawało mi się, że blog, to ostatnia rzecz, po którą sięgnę by porozumieć się ze światem. Niestety, a może właśnie stety, absurdalność codzienności i tego co nieustannie mnie otacza, skłoniło mnie do popełnienia tego wewnętrznego faux pas i pojawienia się wśród setek tysięcy ludzi wyrażających siebie w Internecie. O czym będzie blog? O wszystkim, o tym co doprowadza mnie do szału, o tym czego kompletnie nie rozumiem i o tym co mimo faktu, iż powinno mnie dobić już całkiem... po prostu mnie śmieszy.

Pewnego dnia mój wykładowca z filozofii powiedział nam na I roku studiów: "Wiecie co to jest filozofia? Wyobraźcie sobie piękny las, a po środku polany olbrzymi kamień. Podnieście ten kamień, a pod nim... znajdziecie robactwo. To właśnie jest filozofia." Dziś i ja odrzucam ten kamień i zagłębiam się w życiową glebę pełną świństwa, głupoty i bzdury, gdzie nadzieja na lepsze jutro skutecznie miesza się z brakiem kasy i perspektyw, a dobrobyt przeciętnego człowieka P spoczywa po cichu w cieniu Krzyża, PO-PiS-ów i śmiechu przez łzy.

O tym będzie ten blog...